Odpoczynek po sezonie to potrzeba, o której rzadko się pisze. Kiedy większość Polaków wraca z urlopów opalona i wypoczęta, spora grupa ludzi dopiero kończy najcięższe tygodnie w roku. Kelnerzy i kucharze z nadmorskich kurortów, właściciele pensjonatów, ratownicy, instruktorzy, przewodnicy, ludzie z branży eventowej, rolnicy i sadownicy, ekipy budowlane. Dla nich lato to nie wakacje, tylko maraton. Wrzesień i październik to pierwszy moment, kiedy można wreszcie zwolnić. Podpowiadamy, jak zaplanować taki wyjazd, żeby naprawdę wypocząć, a nie tylko zmienić miejsce zmęczenia.
Czy wiesz, że… w szczycie sezonu letniego polska gastronomia, hotelarstwo i turystyka zatrudniają wyraźnie więcej osób niż zimą, a znaczna część pracowników sezonowych przez lipiec i sierpień nie ma ani jednego pełnego dnia wolnego.
Ludzie, którzy pracują sezonowo, znają ten stan doskonale. Przez dwa, trzy miesiące organizm działa na wysokich obrotach, często po dwanaście godzin dziennie i bez weekendów. Adrenalina i kortyzol podtrzymują energię, dopóki trwa presja. Problem pojawia się później. Kiedy sezon się kończy, ciało dostaje sygnał, że można się rozsypać, i często właśnie to robi. Przeziębienia, bóle pleców, problemy ze snem, rozdrażnienie. To nie słabość, tylko normalna reakcja na przeciążenie.
Dlatego wyjazd po sezonie powinien mieć inny charakter niż wakacje w środku roku. Nie chodzi o zwiedzanie i zaliczanie atrakcji. Chodzi o odbudowanie zasobów. Więcej o tym, dlaczego góry działają tu lepiej niż morze, piszemy w artykule góry czy morze na regenerację.
Osoba, która całe lato patrzyła na plażę przez okno restauracji, raczej nie marzy o kolejnym tygodniu nad Bałtykiem. Potrzebuje zmiany krajobrazu, klimatu i rytmu dnia. Tatry dają to wszystko naraz. Chłodniejsze, czyste powietrze, brak tłumu, inne światło i zupełnie inny widok za oknem. Jesienią do tego dochodzi jeszcze spokój, którego w kurortach nie ma od maja do września.
Sam klimat górski ma zresztą udokumentowany wpływ na organizm. Kilka dni na wysokości ponad 900 metrów zmienia pracę układu krążenia i oddechowego, poprawia jakość snu i obniża napięcie. Szczegółowo opisaliśmy to w tekście klimat górski a zdrowie.
Największy błąd, jaki popełniają ludzie po sezonie, to planowanie wyjazdu tak intensywnego jak praca. Wyjście na Giewont pierwszego dnia, termy drugiego, Morskie Oko trzeciego. Organizm, który przez trzy miesiące nie odpoczywał, nie potrzebuje kolejnej listy zadań. Pierwsze dwa dni powinny być puste. Długi sen bez budzika, śniadanie do południa, spacer bez celu, drzemka.
Dopiero kiedy zejdzie pierwsza fala zmęczenia, pojawia się ochota na więcej. Wtedy dobrym pomysłem jest krótka trasa z widokiem albo pół dnia na termach. Taki plan omawiamy w artykule: jak zaprojektować idealny tydzień pełnej regeneracji bez dzieci.
Osoby po sezonie mają zwykle bardzo konkretne dolegliwości. Kelnerzy i kucharze mają obolałe nogi i kręgosłup, ludzie z eventów przeciążone ramiona i karki, rolnicy i budowlańcy stawy i dłonie. Warto więc wybrać miejsce, które oferuje nie tylko widok, ale i realne narzędzia regeneracji:
woda termalna o temperaturze 30-36 stopni, która rozluźnia mięśnie i odciąża stawy,
sauna, najlepiej w cyklu kilku wejść z chłodzeniem pomiędzy,
masaż leczniczy lub relaksacyjny, dobrany do rodzaju przeciążenia,
regularne, spokojne posiłki, czyli dokładne przeciwieństwo jedzenia na stojąco w kuchni,
osiem godzin snu w ciemnym, cichym pokoju,
umiarkowany ruch, czyli spacer zamiast wyczynowej wspinaczki.
O tym, dlaczego zabiegi w otoczeniu natury przynoszą lepsze efekty niż te w mieście, piszemy w tekście SPA w górach czy spa w mieście. Jeśli szukacie konkretnej oferty, sprawdźcie masaże w Bukowinie Tatrzańskiej.
Trzy miesiące w hałasie kuchni, przy głośnej muzyce w klubie albo w ciągłym kontakcie z setkami klientów dziennie zostawiają ślad. Wiele osób po sezonie zauważa, że nie może znieść głośnych miejsc, że drażni ich każdy dźwięk. To znak, że układ nerwowy potrzebuje wyciszenia. Hotel bez dzieci, bez animacji i bez muzyki z głośników nie jest fanaberią, tylko warunkiem regeneracji. Więcej na ten temat w artykule cisza jako luksus.
Nie każdy po sezonie może pozwolić sobie na dwa tygodnie wolnego. Wiele osób ma tylko kilka dni między końcem jednego kontraktu a początkiem kolejnego. Dobra wiadomość: cztery dobrze zaplanowane dni regenerują lepiej niż chaotyczny tydzień. Uzasadniamy to w tekście dlaczego krótki wyjazd bywa bardziej regenerujący niż tygodniowy urlop. Kluczem jest brak planu i konsekwentne odcięcie od telefonu służbowego, co nie zawsze przychodzi łatwo. Pomóc może lektura artykułu o sztuce odłączania się od pracy.
Hotel HARNAŚ w Bukowinie Tatrzańskiej został wybudowany w latach 60 XX wieku na wzgórzu Buńdowego Wierchu. Dziś to jedyny hotel tylko dla dorosłych na Podhalu, a to oznacza spokój, o który po sezonie chodzi najbardziej. Każdy pokój ma widok na panoramę Tatr, więc pierwsze dwa „puste” dni możecie spędzić po prostu patrząc na góry z łóżka. Do dyspozycji gości jest strefa wellness oraz bezpłatny transport do Term BUKOVINA, gdzie woda termalna i strefa saun robią z obolałymi nogami to, czego nie zrobi żaden urlop nad morzem.
W Restauracji WIDOK gotuje Marcin Gruszka, członek Narodowej Kadry Kucharzy. Osoby z gastronomii docenią tu jedno: wreszcie ktoś gotuje dla nich, a nie odwrotnie. Jesienią warto rozważyć urlop w październiku, kiedy Podhale jest najspokojniejsze, a pakiety pobytowe łączą nocleg z wejściami na termy i voucherami na zabiegi.
Optymalny termin to druga połowa września i październik. Na Podhalu jest już pusto, pogoda bywa stabilna, a ceny noclegów są niższe niż latem.
Minimum to cztery dni, z czego dwa pierwsze bez żadnego planu. Tydzień daje pełniejszy efekt, ale nawet krótki pobyt dobrze zaplanowany przynosi wyraźną poprawę.
Tak. Hotel przyjmuje gości indywidualnych, a kameralny charakter i cisza sprzyjają odpoczynkowi w pojedynkę.
Transport do Term BUKOVINA jest bezpłatny dla wszystkich gości. Wstęp na termy i strefę saun jest wliczony w wybrane pakiety pobytowe.
Nie. HARNAŚ jest hotelem adults only i przyjmuje wyłącznie osoby powyżej 15. roku życia.